Sentymentalizm

douglas jones

Instynktownie rozpoznajemy sentymentalną osobę lub dzieło sztuki. Trudniej jednak zdefiniować cechy czyniące kogoś lub coś sentymentalnym. Kiedy jednak zaczniemy się nad tym zastanawiać, zobaczymy, że kwestia ta jest ważna i aktualna. Sentymentalizm nie jest bowiem fajnym bądź irytującym rysem charakteru – jest daleko idącym negatywnym twierdzeniem na temat Boga i Jego świata.

Często myślimy o sentymentalizmie jako czystym emocjonalizmie – nadmiernym publicznym okazywaniem uczuć. Jako przykład można przedstawić rozpłakaną nastolatkę. Sądzę jednak, że w ten sposób zawężamy temat. Sierżanci od musztry i trenerzy również nadmiernie okazują emocje w publicznych sytuacjach, zazwyczaj są to emocje raniące inne osoby, a jednak nie nazwalibyśmy ich sentymentalnymi.

Roger Scruton w „The Aesthetics of Music” sugeruje, że „osoby sentymentalne szukają ‚tanich emocji'”. Chcą bogatego emocjonalnie życie nie płacąc odpowiedniej ceny. Osoba sentymentalna pragnie zwrócić na siebie uwagę i zyskać uznanie za swoje ciepłe serce i szczere uczucia. Scruton pisze, że „sentymentalny przyjaciel w rzeczy samej nie jest przyjacielem, lecz zagrożeniem dla innych. Instynktownie tworzy tragedię dla zyskania taniej sympatii.  Pobudza do miłości, by w zamian móc odpłacić udawaną miłością. Wchodzi w związki z innymi osobami na zwodniczej drodze, a opuszcza je przez zdradę.”

Te wielce pouczające słowa wciąż przedstawiają tylko część obrazu. Przede wszystkim w swym uogólnieniu prezentują sentymentalizm jedynie jako formę oszustwa lub hipokryzji. Nie wszystkie jednak sentymentalne osoby są hipokrytami. Większość z nich jest zbyt prostolinijna, by czynić tego rodzaju kalkulacje. Wiele z nich przypomina raczej Judasza lub Robespierra udających troskę o biednych, jednak pozostali są po prostu bardzo czuli i mili (choć wciąż niebezpieczni).

Dokładniej rzecz ujmując, by zrozumieć sentymentalizm, musimy dostrzec to, co łączy Judasza i sentymentalne dewocjonalia, Robespierra i ckliwe romanse oraz takie filmy jak: „Tańczący z wilkami”, „Goryle we mgle”, „Listę Szindlera” i „Bezsenność w Seattle”. Kiedy ostatnio oglądałem mecz, w którym grali chłopcy z podstawówki, jeden z nich upadł w starciu, a wtedy jedna z obecnych tam kobiet wydała z siebie odgłos przejęcia i współczucia, jakby widziała malutkie dziecko, które uderzyło się w róg stołu podczas nauki chodzenia. To ubodło mnie. Dlaczego ktoś miałby tak reagować w podobnej sytuacji?

Przynajmniej częściową odpowiedzią jest to, że sentymentalizm jest przede wszystkim skargą i żalem. Dlaczego ta kobieta nie dostrzegła nic pozytywnego w upadku i bólu tego chłopca? Czegoś zdrowego? Ona chciała tylko wyeliminować ból z jego życia. Pragnęła świata bez upadków. Dla niej takie rzeczy są nienaturalnym zaburzeniem normalnego biegu wydarzeń – intruzem w naszym świecie. Wszystko ma być doskonałe i poukładane, a zło burzy ten nasz ładny porządek.

Ludzie sentymentalni udają więc, że zło nie jest częścią świata, w którym żyjemy i dlatego są tak zaskoczeni, kiedy zło staje na ich drodze. Sentymentalni chrześcijanie zachowują się jak poganie, dla których zło to maya – wszechobecna iluzja. Całe życie unikają bólu. Jeśli mają rację, to przeciwieństwem sentymentalizmu nie jest brak emocji, lecz cynizm. Sentymentalizm nie dostrzega zła – cynizm we wszystkim widzi zło.

Co ważniejsze, sentymentalizm obraża się na obecność bólu i zła. Kiedy się pojawiają, sentymentalizm narzeka na nie („Oh, jakie to okropne!”) i zadaje pytanie, dlaczego Bóg do tego dopuścił. Niczemu to jednak nie służy, gdyż świat w gruncie rzeczy jest dobry. Nie starają się poskromić ból, opanować go lub spożytkować. Według nich ból i zło tylko stają na drodze „prawdziwego” życia. Nic zatem dziwnego, że sentymentalizm często chodzi w parze z perfekcjonizmem, który tak często spotykamy dzisiaj w Kościele i polityce. 

Bohaterami sentymentalnych opowieści są osoby, które poddają się w obliczu zła i rezygnują wobec bólu, nie próbując nad nim zapanować. Obrażają się z powodu grzechu i upadku. W polityce sentymentalizm oburza się z powodu ucisku, ale nie stara się spożytkować go dla poprawienia sytuacji ludzi.

Sentymentalizm nie tylko zaprzecza temu, że zło i ból obecne w naszym życiu mogą odegrać pozytywną rolą. Można być perfekcjonistą, nie będąc sentymentalnym. W kształtowaniu sentymentalizmu odgrywa swoją rolę również pojmowanie dobra. Sentymentalizm kocha to, co prymitywne, niedojrzałe i wymagające stałej opieki. Sentymentalizm widzi np. w żłobku miejsce jeszcze nie zepsute przez cywilizację i dorosłych, w których upatruje źródła wszelkiego zła. Żłobek to miejsce, gdzie nikogo nic nie boli, dorośli chodzą na paluszkach i porozumiewają się szeptem, wszystko jest milutkie i pastelowe, a nadmiar poznania nie zakłóca błogiego spokoju. Zło jest iluzją, a niedojrzałość jest pożądana. Oto raj sentymentalisty. Czasami żłobek to młodość lub „miłość”, a czasami prymitywny lud mieszkający na końcu świata. Zawsze jednak musi go cechować niedojrzałość.

Z tych niedojrzałych ram ludzie sentymentalni mogą wyjść, by okazywać to, co Scruton nazwał „tanimi emocjami”. Wszystko zaczyna się od zarzutu skierowanego wobec Boga i sposobu, w jaki panuje nad światem. Ale „czy zdarzy się w mieście nieszczęście, którego by Pan nie wywołał?” (Amos 3:6)

 

Artykuł ukazał się w „Credenda Agenda” vol. 13 nr 6. www.credenda.org