Historie pełne treści

Bogumił Jarmulak

Dlaczego lubimy opowiadania
Polacy nie czytają zbyt wiele – statystycznie jedną książkę na półtora roku. Większość z nas lubi jednak opowiadania i historie. Dlaczego? Myślę, że nie chodzi tylko o rozrywkę. Dobre opowiadania zawierają bowiem uniwersalne przesłanie, podejmują uniwersalne problemy, wyrażają uniwersalne obawy i nadzieje, a czynią to, posługując się uniwersalnymi obrazami. W konkretnych wydarzeniach dostrzegamy najbardziej powszechne aspekty historii i ludzkiego doświadczenia. Przy tym nie mamy w nich do czynienia z suchymi faktami, ale żywą historią. To sprawia, że opowiadania przemawiają do nas i pozwalają utożsamić się z ich bohaterami, a przez to lepiej przyswoić sobie ich przesłanie. Opowiadamy, bo w ten sposób możemy nadać znaczenie suchym faktom i chronologii – łącząc je w ciąg wydarzeń mających początek, rozwinięcie i cel – innymi słowy, interpretując je. W ten sposób z naszych doświadczeń wyłania się pewne przesłanie, morał – dobry albo zły w zależności od podjętych decyzji. Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie filmów, które można nazwać mitologią współczesnego człowieka – prezentacją światopoglądu przy pomocy fabuły.

Biblia jako zbiór opowiadań
W szczególny sposób dotyczy to historii biblijnych. Bóg jest najlepszym autorem opowiadań. W Biblii opowiada o miłości Ojca zbuntowanych dzieci, który nie szczędząc środków, ratuje je od zguby i przywraca należne im miejsce (patrz np. Ozeasz 11).

Czytając Biblię, musimy pamiętać o bardzo ważnej zasadzie interpretacji, bez której przeoczymy wiele ważnych wątków. Luter głosił, że Pismo należy czytać chrystocentrycznie, tzn. wszędzie szukając odniesienia do osoby i dzieła Chrystusa, gdyż całe Pismo składa świadectwo o Chrystusie (Łk. 24:27). Bóg w swej opatrzności postanowił, że w starych i mogłoby się zdawać niewiele znaczących wydarzeniach na krańcu świata ukryte zostało ziarno Ewangelii. Niestety, dzisiaj często bada się poszczególne części Biblii (księgi) w oderwaniu od pozostałych – zajmujemy się analizą, ale brakuje syntezy. Zadajemy też niewłaściwe pytania – np. jak to rozumieli pierwotni adresaci księgi. Podczas gdy najważniejsze pytanie brzmi: Jak to wskazuje na Chrystusa?

Po drugie, pamiętajmy, że człowiek został stworzony na obraz Boga. Nie dotyczy to tylko pojedynczych osób, ale też więzi międzyludzkich. To dlatego wszystko, co czynimy, świadczy o Bogu – w zły lub dobry sposób. Dlatego np. każde małżeństwo jest metaforą związku Chrystusa i Kościoła (patrz Ef. 5:23-32), a każdy mąż obrazem (dobrym lub złym) Chrystusa jako Głowy Kościoła – to nie Paweł stworzył to porównanie, lecz Bóg wpisał je w naturę stworzenia. Z tego samego powodu, kiedy we „Władcy Pierścieni” czytamy o Aragornie, prawowitym królu Gondoru, który nie tylko przynosi pokój, ale i uzdrawienie, to niewątpliwie widzimy w nim obraz Chrystusa Króla. Zresztą każdy król jest obrazem Chrystusa – dobrym lub złym w zależności od swych czynów. To znaczy, że cokolwiek czynimy ma symboliczne  znaczenie – nie jest dziełem przypadku ani nie trafia w próżnię, ale w prawdziwy lub fałszywy sposób składa świadectwo o trójjedynym Bogu. Obecność metafory w naszym życiu i mowie nie powinna nas dziwić, bo, jak zauważył Douglas Wilson, „ponieważ jesteśmy stworzeniami, postrzegamy i opisujemy świat w poetycki sposób. Cała nasza wiedza jest w pewnym sensie metaforyczna. Tylko Bóg zna bezpośrednio. My z kolei z powodu naszej ograniczoności poznajemy pośrednio – poznanie dociera do nas w odpowiedniej dla nas formie, podobnie jak niemowlę dostaje zmiksowany groszek.”[1]

To prawda, że symbolizm Pisma jest czasami ogólnikowy i rzadko mamy w nim do czynienia z czystą analogią. Ale uogólnienia same w sobie nie muszą być złe. Czasami mówią więcej niż wiele szczegółów. Nie lekceważmy jednak szczegółów. Nawet takie rzeczy jak życiorysy lub listy miast zawierają jakieś przesłanie, nawet jeśli nie dostrzegamy go za pierwszym bądź nawet dziesiątym czytaniem. Jak powiedział James Jordan: „Bóg nie marnuje słów”.

Jeszcze jedno – historie biblijne to nie zwykłe moralitety. To nie podania i legendy podobne mitom greckim, ale ilustracja tego, jak Bóg w historii obchodzi się z człowiekiem w sądzie i zbawieniu. Różnią się zatem od pogańskich legend i mitów przede wszystkim tym, że w prawdziwy, choć często metaforyczny, sposób opisują rzeczywistość i Boga. Sednem każdej z tych historii, wszystkich ich szczegółów, jest interakcja między Bogiem i człowiekiem, ukazująca uniwersalne problemy, obawy i nadzieje. Historia napisana przez Bożą opatrzność i zapisana w Biblii nie straciła nic ze swej aktualności. Oto ludzie z krwi i kości stający wobec problemów wcale nie tak odmiennych od tych, z którymi my się spotykamy. Czytajmy zatem i uczmy się na ich zwycięstwach i porażkach.

Historia odważnego rycerza i pięknej księżniczki
Jedną z takich historii znajdujemy w Księdze Jozuego 15:13-19 (powtórzona w Księdze Sędziów 1:11-15). To typowa opowieść o dzielnym rycerzu, który dzięki okazanemu męstwu zdobył rękę pięknej księżniczki i pół królestwa. A potem żyli długo i szczęśliwie.

Kaleb właśnie zdobył Kiriat-Arba, czyli Miasto Arby. Arba był ojcem Anakitów, o których wiemy, że należeli do rodu olbrzymów (4 Mj. 14:33). Teraz Kaleb stanął pod Kiriat-Sefer, co znaczy Miasto Ksiąg (Książkowo). W tym mieście były nie tylko biblioteki, ale i archiwa państwowe. Zgromadzono tu całą wiedzę i historię Kananejczyków. Jej zniszczenie oznaczało zniszczenie podstaw cywilizacji kananejskiej. To pozwala przypuszczać, że było to miasto szczególnie dobrze strzeżone, jak sejf NBP i archiwa sądowe.

I teraz przychodzi prawdziwe love story. Kaleb obiecuje rękę córki za zdobycie Książkowa. Historia jak z baśni – rycerz, który pokona smoka, dostanie rękę księżniczki i pół królestwa. To było mądre posunięcie ze strony Kaleba. Gwarantowało, że odda córkę w godne ręce – człowieka odważnego i bogobojnego, bo tylko taki odważyłby się zdobyć (i zdobyłby) Książkowo.

Otniel zdobył więc miasto i rękę Achsy. To jednak nie koniec historii. Otniel otrzymał jeszcze „pół królestwa” – ziemię południową i, na prośbę Achsy, źródła wód. Czegóż więcej do szczęścia potrzeba – wróg pokonany, piękna kobieta, odważny i bogobojny mąż i ziemia ze źródłem wód?

Mam nadzieję, że dostrzegliście już uniwersalne kategorie, o których mówi ta historia, a także jej symbolikę. Komu Ojciec obiecał Wybrankę w zamian za okazane posłuszeństwo? Kto stoczył walkę na śmierć i życie w starciu ze pradawnym smokiem i pokonał go? Kto otrzymał w zamian Oblubienicę i Królestwo? Czyż nie jest to ilustracją Ewangelii?

Wierna interpretacja czy naciąganie faktów?
Ktoś mógłby powiedzieć, że połączenie Otniela z Chrystusem (Achsy z Kościołem, wody z Duchem Świętym, ziemi południowej z Ogrodem Eden i całej tej historii z nowym stworzeniem) jest z lekka naciągane. Nowożytny umysł domaga się bowiem „niezbitego” dowodu w zgodzie z „metodą badań naukowych”, tak jakby czytanie i interpretacja literatury poddane było tym samym regułom co badania fizyczne. Takie nastawienie prowadzi do dominującego obecnie „interpretacyjnego minimalizmu”, za którym kryje się strach przed „powiedzeniem zbyt dużo” i „wczytaniem czegoś w tekst”. Myślę, że my, chrześcijanie, wciąż tkwimy w uścisku nowożytności i racjonalizmu, choć niektórzy rzucili się już w ramiona postmodernizmu. Jednym z najbardziej jaskrawych tego przejawów jest odrzucenie słów „Trójca” lub „deprawacja”, gdyż „nie występuje ono w Biblii”. Z kolei jeśli jesteśmy postmodernistami, to zazwyczaj kwestionujemy obiektywność jakiejkolwiek interpretacji tekstu. Skutek jest podobny, bo zamykany się na prawdziwe przesłanie Biblii lub znacznie je zubożamy. Ta sama wina spoczywa na adwersarzach Jezusa, którzy nie odczytali symbolicznego znaczenia „świątyni” w wypowiedzi Jezusa (patrz Mat. 26:59-61). A przecież Pismo wyraźnie mówi o tym, że rzeczy doczesne są obrazem (metaforą) rzeczy niebieskich (patrz Kol. 2:17, Hbr. 8:5). Jak stwierdził James Jordan, „nie potrzebujemy konkretnego wiersza z Nowego Testamentu, by ‚dowieść’, że dana historia w Starym Testamencie kryje w sobie symboliczne znaczenie. Raczej to symboliczne znaczenie jest założone przez fakt, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Zatem nie musimy bać się prób odgadnięcia szerszego proroczego znaczenie historii biblijnych, kiedy rozmyślamy nad tym, w jaki sposób obrazują działania Boga w historii.”[2]

Nie chodzi o to, że tekst ma wiele znaczeń – ma znaczenie nadane mu przez autora, czyli Boga, który przemówił, by objawić nam prawdę, a nie by ją zakryć. Nie chodzi też o dowolność w interpretacji Pisma, gdzie głównym kryterium są nasze skojarzenia (np. skojarzenie szarańczy z Obj. 9:7-10 z helikopterami bojowymi). Te skojarzenia muszą pochodzić z samej Biblii, aby Pismo interpretowało Pismo. Musimy patrzeć na poszczególne wydarzenia opisane w Biblii jak na część większej całości (całego Pisma, a nie tylko danej księgi), bo wtedy dopiero zobaczymy je z właściwej perspektywy, a one same nabiorą pełnego znaczenia. Pamiętajmy – znaczenie symboli zostało określone przez Boga w Biblii.

Przyznaję, że „maksymalistyczne” podejście do interpretacji historii biblijnych może nas przerażać. Bowiem nie zawsze możemy w nim zastosować proste (naukowe?) metody weryfikacji naszych odkryć. Pozostaje konfrontacja i harmonizacja danej interpretacji z resztą Pisma i teologii. Im lepiej je znamy, tym łatwiej przychodzi nam dostrzec organiczne powiązania, wspólne symbole i wątki oraz rozwój akcji w poszczególnych częściach Pisma Świętego. Wiąże się to z pewnym ryzykiem, ale jeśli go nie podejmiemy, pozostaniemy z bardzo okrojoną i ubogą teologią, a znaczna część Biblii będzie dla nas „ziemią nieznaną”.

Sądzę, że właśnie dlatego tak wiele historii biblijnych traktujemy jak dobry materiał dla szkółki niedzielnej, ale już nie jako podstawa kazań dla dorosłych – bo nie dostrzegamy w nich głębszego znaczenia, nie widzimy w nich Chrystusa i siebie samych, uniwersalnych problemów, obaw i nadziei, lecz tylko „zwykłe” historyjki. A przecież te opowiadania aż proszą się, by użyć je do pokazania wielkich prawd o Bogu i człowieku.

Opowiadania o ludziach wielkich i małych to jeden z ważniejszych sposobów, w jaki Bóg objawia siebie w Biblii. Sądzę, że ich największa wartość kryje się w tym, co nie widać na pierwszy rzut oka, a w czym dostrzegamy Chrystusa i jego dzieło.

Przypisy
1. „Angels in the Architecture”, Douglas Jones & Douglas Wilson, str. 181
2. „Judges”, James Jordan, str. xii

Artykuł ukazał się w numerze 2/2002 „Reformacja w Polsce.